To takie oburzające

Rzeźba współczesnej kultury Piękno wewnętrzne? Nie w XXI wieku. W mediach społecznościowych dobrze sprzedaje się tylko zgrabne i wysportowane ciało. Starość? Można ją wybaczyć aktorkom lub celebrytkom, ale pod jednym warunkiem – że upływ czasu nie zostawia na nich żadnych śladów.  Szczególnie piętnuje się nadwagę. Ośmieszanie gwiazd, które utrzymują się na świeczniku pomimo dodatkowych kilogramów to ulubione zajęcie autorów serwisów plotkarskich. Szydera wyzierająca z nagłówków, klikbajtowe wredne tytuły newsów, a poniżej pełne jadu komantarze gawiedzi – taka nasza codzienność.

Kilka kliknięć dalej kampanie o braku akceptacji i depresji wśród nastolatków, coś na temat internetowego hejtu i wielkie zdziwienie, kto tę młodzież tego nauczył? No bo przecież ktoś musiał.

Wyśmiać, poniżyć, obrazić…

 

 

Świat się nie kończy

Im bardziej mi się nie podoba  „tu i teraz”, tym bardziej ciągnie mnie w kierunku obsmarowania tego świata. Brzydkiej rzeczywistości, w której liczą się tylko silni, bogaci i niesprawiedliwi. Słabi i pokonani mają siedzieć cicho, a najlepiej jakby znikli. Komentując ostatnie wydarzenia ze świata polityki, usłyszałam od męża opinię, że przecież ja się nie znam na polityce. Powiedziałam mu, że owszem, ale na moralności trochę tak. Więc mogę uważać, że coś jest złe i odróżniać to od tego, co dobre.

Wiem, że wychodzę wtedy na naiwną kobietkę, która żyje w świecie bajek i liczy na szczęśliwe zakończenie również w tak dalekiej od nich ponurej rzeczywistości. Ale z drugiej strony nie chcę być zgorzkniałym cynikiem, realistą, czy jakkolwiek nazwiemy osobę, która nie chce wierzyć, że dobro może zwyciężyć zło.

Póki jeszcze odróżniam jedno od drugiego, mój świat się nie kończy.